sobota, 4 stycznia 2014

Absurdalnie proste

Jak widać śniegu nie udało mi się skutecznie przywołać. Jeśli do kogoś przybył może dać znać i przesyłać podziękowania, jednak w mojej okolicy świąteczny śnieg nie raczył się pojawić. No trudno, nie będziemy przecież narzekać, prawda? I bez śniegu można mieć udane święta.
A teraz już nowy rok. Nowy rok, który będzie dobry. Zamierzam czerpać z niego wszystko to co najlepsze, nie przejmować się i nie martwić przesadnie. Uczyć się, zdobywać szczyty, przenosić góry i tak dalej ;) Nie żeby poprzedni był jakiś zły- wprost przeciwnie. Nie zamierzam wstawiać tu żadnych podsumowań ani bilansów, ale rachunek roku 2013 wychodzi zdecydowanie na plus, możecie mi wierzyć na słowo. Jednak to wcale nie przeszkadza, żeby zaczynający się właśnie rok 2014 był jeszcze lepszy. Szkoda każdego dnia, który spędzacie na gryzieniu się, zamartwianiu, szukaniu dziury w całym. Nie ma sensu wymyślać bzdurnych postanowień, których później i tak nie dotrzymujemy. Trzeba po prostu założyć, że czeka nas dobry rok i dążyć do tego z całych sił. Prawda, że proste? :)

niedziela, 22 grudnia 2013

Śniegu, przybądź!

W nawale zajęć nie wiem gdzie się podział listopad i na czym mi zleciał dokładnie. Grudniowi też się niemalże udało, ale jakoś opanowałam sytuację tuż przed metą. I oto jestem, 22 grudnia, w przededniu Bożego Narodzenia A.D. 2013. Śniegu podobno nie ma się co spodziewać, widocznie tegoroczny limit świątecznej, zimowej atmosfery wyczerpaliśmy podczas Wielkanocy. Toteż za oknem szaro i ponuro, bure i obsrane przez psy trawniki muszą wystarczy za całą dekorację. Dobrze, że chociaż choinka ładna, można po prostu nie wyglądać przez okno i poczuć święta.
Swoją drogą jeśli ktoś chce poczuć święta po całości i to święta po polsku, to zapraszam do marketów. To co tam się tradycyjnie odbywa w przedświąteczny weekend warto chyba zostawić bez komentarza. Amok w rytmie oklepanych przebojów, przetykanych tematycznymi reklamami środków czystości. Po wczorajszej wizycie w markecie prawdopodobnie już nigdy nie użyję produktów do sprzątania pewnej znanej i nachalnej firmy. Dobrze, że przynajmniej wigilia w domu zapowiada się spokojnie i bez szczególnych rewelacji. Tylko tego śniegu szkoda!

środa, 16 października 2013

Jesienne nicniechciejstwo

Chyba dopada mnie jesień. Nie, nie żadna chandra ani inne ustrojstwo. Jakoś tak czysto fizycznie mnie dopada, a w każdym razie tak zaczynam podejrzewać. Chodzę spać dosyć późno, bo tak jakoś wychodzi i pasuje. Wstaję niekoniecznie bardzo wcześnie. Nie pomaga- senna jestem, rozleniwiona i nie mam siły do życia za bardzo. Piję kawę. Nie pomaga- nadal senna i bez życia. Zastanawiam się co jeszcze mogę zrobić.
Dziś za oknem deszczowo, jesień na modłę Staffa, więc mogłabym się tym usprawiedliwiać. Ale niestety- wczoraj było całkiem ładnie i jakoś dojście ze sobą do ładu i do pionu i tak zajęło mi pół dnia, o ile nie więcej.
Walczę więc z opadającymi powiekami i niechęcią do działania. Staram się zmobilizować, żeby pozbyć się kotów z kątów i pająka z sufitu w łazience, ale mi trudno. Nie chce mi się nawet siedzieć przed komputerem ani, o zgrozo, czytać! Coś niedobrze na mnie działa ta jesień i mam nadzieję, że ten stan szybko minie. Trzymajcie kciuki!

niedziela, 13 października 2013

Skazani na książki

Ciekawa sprawa. W nieco większym mieście mieszkamy lekko ponad pół roku. Nie zabraliśmy ze sobą niemal żadnych książek, jako że przeprowadzka i tak stanowiła problem nie byle jaki i przeprowadzona została w niezwykle uciążliwych warunkach, a do tego na raty. Patrzę dziś na półki z książkami i widzę, że to fatum jakieś. Książki lgną do nas, jak do niektórych dzieci albo bezdomne zwierzaki. Rozmnażają się w tempie niesamowitym. Część pojawiła się na półce przy okazji, bo trzeba było z naszego zachomikowanego na strychu księgozbioru koniecznie i natychmiast wydobyć coś. A skoro już się tam wlazło i zaczęło grzebać, to zamiast jednej książki przyjechało z nami do miasta od razu kilka. I tak ze trzy czy cztery razy. Oprócz tego zdarzają się przecież mniejsze i większe okazje, które również powodują namnażanie księgozbioru (ostatnio spuchł nieco przy okazji targów książki).
Czas mija, półki się zapełniają, a wizja kolejnej przeprowadzki budzi coraz większą grozę.

wtorek, 8 października 2013

Rozmyślania nad kubkiem melisy

Dzień długi i trudny. Ale dzięki temu utwierdziłam się w przekonaniu, że dużo mogę. Czasem już wydaje mi się, że nie podołam i nagle okazuje się, że wcale nie jest tak źle. Dosyć przyjemna świadomość, nie uważacie?
Próbuję dziś rozgryźć pewien temat. Dwadzieściakilka lat i ciągle zielono w głowie. Metryka mówi, że dorosłość, powaga, życiowe decyzje. A serce wrzeszczy, że ciągle młodość, radość życia, wciąż czas wszystko. Czy należy się zmuszać i wpasowywać w wymagania metryki? Tak, wiem, głupio to brzmi, trudno mi to ubrać w słowa. Ale chyba nie da się zmusić do podjęcia pewnych decyzji. Najpoważniejszym przykładem są dzieci - nie sposób chyba się na nie decydować bez zupełnej pewności, że to już?
A swoją drogą ciekawa sprawa - skąd wziął się aż taki poślizg w dojrzewaniu? Kiedyś dwudziestokilkulatki to byli już dorośli ludzie, z ustatkowanym trybem życia, zwykle dzieckiem albo nawet kilkorgiem. A dziś - wciąż mniej lub bardziej dzieciaki, które dopiero zaczynają (stopniowo) podejmować życiowe decyzje i układać sobie wszystko z rozsypanych elementów układanki. Czy to faktycznie zmiany kulturowe zaszły aż tak daleko? Skąd aż taka rozbieżność na przestrzeni zaledwie jednego pokolenia? A może to ze mną jest coś nie tak? Ale nie, niemożliwe, nie jestem przecież wyjątkiem, ani żadnym skrajnym przypadkiem. Chyba mieszczę się w szeroko pojętej normie i raczej nie będę próbować niczego zmieniać na siłę. Podejrzewam, że więcej byłoby z tego szkody niż pożytku.

sobota, 21 września 2013

Weekend

Weekend. Prawdziwy. Wolny. Leniwy.
Dziś powtórka z obejrzanego wieki temu filmu "My blueberry nights" (polski tytuł jakże subtelny "Jagodowa miłość"), gdzie  można obejrzeć Norah Jones i Natalie Portman w jednym samochodzie (Jaguarze zresztą). Klimat tego filmu jest niesamowity, kto nie widział powinien nadrobić jak najszybciej. Oglądałam po raz drugi, poniekąd w celu zaprezentowania mojej połówce i zaczynam podejrzewać, że znalazłam odpowiedź na pytanie o mój ulubiony film. Coś w nim jest takiego, że opisać trudno. I muzyka N. Jones pasuje do tego świetnie, wierzcie mi!
A w Katowicach święto bibliofilów. Targi w Spodku. Dziś weekend mijał do tego stopnia leniwie, że nie zdążyliśmy przed zamknięciem, ale jutro już nie odpuszczę, nie ma szans! Obawiam się co prawda o stan mojego budżetu, ale cóż- targi książki są raz na jakiś czas, więc można się "poświęcić", prawda?

środa, 18 września 2013

Nocna Mała

Niesamowite jak ten czas leci. Wystarczy odrobina więcej obowiązków i dzień za dniem śmiga bez opamiętania. Nagle uświadomiłam sobie, że założyłam bloga, po czym porzuciłam go na grubo ponad miesiąc. Aż wstyd. No ale w sumie po takim okresie bezrobotnej organizacji czasu ciężko dostosować codzienny grafik do nowych zmian.
A swoją drogą zupełnie niedawno zaczęłam miesiąc nocek. I po jakimś tygodniu odkryłam, że prawie całkowicie przestawiłam się na nocny tryb życia. Nawet w dni wolne siedzę do 2 czy 3 nad ranem i nieszczególnie chce mi się spać. Za to potem śpię do południa, co nie zdarzało mi się prawie nigdy. Jeśli spałam do 10, to już było niesamowicie długo. Widać całkiem nieźle się adaptuję do nocnych zmian. I właściwie lubię nocki. Są spokojne, mniej się dzieje, jest ciszej. Wracam do domu mniej więcej w porze wschodu słońca i to jest całkiem przyjemny czas. Niestety już niedługo o tej porze będzie jeszcze zupełnie ciemno. Ale skoro ten czas tak śmiga, to i jesień z zimą zlecą zanim się obejrzę. Nie ma tego złego!
Postaram się częściej tu zaglądać i pisać coś choćby krótko. Mam nadzieję, że mi się uda.